Pomimo systematycznych postępów w walce z malarią, pozostaje ona jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych na świecie. W 2015 r. odnotowano 212 mln przypadków zachorowań, a niemal pół miliona osób zmarło. Naukowcy z Notre Dame University mają nowy pomysł na ograniczenie liczby ofiar tej choroby.

Badacze wzięli na cel komary, a ściślej mówiąc – ich rytm dobowy. Eksperyment przeprowadzono na owadach gatunku Anopheles gambiae. Komary poddawano działaniu… światła. Testowano różne dawki o różnym czasie trwania (np. 10 minut mocnego oświetlenia aplikowanego tuż przed świtem). Kolejny etap wymagał od uczonych pewnego poświęcenia – polegał bowiem na sprawdzeniu na własnej skórze, czy światło zakłóciło rytm dobowy owadów w stopniu dostatecznie dużym, by wpłynęło to na ich ochotę na posiłek.

Badacze wkładali rękę na ściśle określony czas do pojemnika z komarami (wcześniej upewniono się, że są to osobniki wolne od zarodźców malarii). Owady mogły wtedy do woli kąsać, liczba ugryzień była skrzętnie notowana. Następnie badano też zawartość ich przewodów pokarmowych – mierząc, ile krwi wypiły.

Okazało się, że po otrzymaniu już 10-minutowej dawki silnego światła, komar staje się znacznie mniej aktywny i wyraźniej mniej skory do picia krwi. Co ciekawe – efekt ten utrzymywał się przez kilka godzin. Kilka powtórzeń świetlnego impulsu w godzinach nocnych zaburzało dobowy rytm komarów w takim stopniu, że praktycznie przestawały gryźć na wiele godzin.

Rozświetlanie domu kilka razy w ciągu nocy nie wydaje się jednak praktycznym sposobem na walkę z tymi owadami i przenoszonymi przez nie chorobami. Światło mogłoby przecież budzić ludzi i zaburzać dobowy rytm także u nich. I tutaj naukowcy mają najlepszą wiadomość – komary widzą także w podczerwieni i promieniowanie o tej długości fali wpływa na ich zachowanie tak samo jak światło widzialne. Do zastosowania nowej metody wystarczyłyby więc lampy emitujące niewidoczną dla ludzkich oczu podczerwień.

Źródło: Science World Report